***
Mam już tego wszystkiego dosyć!
Najpierw mówi że mnie kocha, a teraz bierzemy rozwód. Ale ja go nadal kocham. Znów powracam do nazwiska Castillo, już nie Blanco. Był moim chłopakiem, zdradził mnie, wybaczyłam. Był moim narzeczonym, zdradził mnie, i co...wybaczyłam! Był moim mężem zdradził, uderzył, zgwałcił, a ja co...głupia wybaczyłam. Potem okazało się że zdradził mnie jeszcze dwa razy. A ja go kochałam, nadal kocham. Ale nie mogę tego znieść. Muszę wyjechać...
Jestem już w Londynie. Jest tu nawet ładnie. Mieszkam w małym mieszkaniu. Trzy pokoje i kuchnia, no i oczywiście łazienka. Mam zamiar iść na spacer. Wszystko na spokojnie przemyśleć, zdać sobie sprawę z tego co się stało, i się z tym pogodzić.
Idąc, mijałam wiele twarzy. Na jednych widniał smutek, a na innych szczęście. Ja zaliczałam się, do tych smutnych.
Zamyślona, wpadałam na wielu ludzi, z grzeczności przepraszałam. Lecz jak po raz kolejny z kimś się zderzyłam, miałam już upaść. Ale ten ktoś mnie złapał.
- Dziękuje - powiedziałam. Podniosłam głowę i zobaczyłam mężczyznę. Bardzo przystojnego, zielonookiego mężczyzne.
- Nie ma za co, właściwie to moja wina - zaśmiał się, i uśmiechnął. Odwzajemniłam gest, i odeszłam. Ten jego głos, taki...męski? Taki jak Jorge. Nie! Nie myśl o nim. No nie myśle. Nie potrafiłabym, nawet jeślibym chciała. W mojej głowie siedzi, ten szatyn. Pewnie kolejny idiota...boski, i przystojny idiota.
***
Ta blondynka..ten jej głos, oczy. Tak samo jak Martina. Nie, nie myślę o niej. Nawet jakbym chciał, to nie potrafię. Ponieważ musiałbym z głowy wurzucić tą dziewczyne, a na pewno mi się by nie udało, po tylu próbach nic, zasiedziała się. Cały czas o niej myślę. Cholera, masz żonę! Która cię zdradziła...
No nic, tamta to pewnie kolejna...suka. Ładna, i słodka suka.
Wywracam oczami, patrząc na brunetkę.
- No Leon! Nic nie czuję do Rugerro, kocham ciebie i tylko ciebie - podeszła, i mnie pocałowała. Nagle, pojawił się obraz mój i tej blondynki całujących się. Kurwa...kim ona w ogóle jest?
-Tini, daj już sobie spokoj. Idź do Rug'a - powiedziałem, odpychając ją od siebie.
- On, jest z Candelarią -powiedziała, a mnie oczy wyszły na wierzch.
- Jak mogłaś zrobić mnie, swojemu mężowi. I Cande, swojej przyjaciółce! -powiedziałem, i wyszedłem z jej nowego mieszkania. Musiała się wyprowadzić, nie wytrzymał bym z nią.
Szedłem chodnikiem, byłem rozkojarzony. Przechodziłem obok moich przyjaciół Fran i Diega. Całowali, się więc im nie przeszkadzałem. Nie wiem dlaczego, znów wyobraziłem sobie mnie i tą dziewczyne całujących się. No jeszcze raz się pytam, kim ona jest?
Następny Dzień
***
Dzisiejszej nocy, śnił mi się ten chłopak. To znaczy ja i on. Byliśmy małżeństwem. Miał na imię...Leo, lub Leon. Kim on jest, że mi się przyśnił? Ale, chociaż przez to zapomniałam o Jorge.
***
Dziś, w nocy, śniła mi się ta blondynka. Byliśmy małżeństwem, szczęśliwym małżeństwem, miała na imie Victoria, lub Violetta. Dlaczego ja wciąż o niej myślę? Ale bynajmniej zapomniałem o Martinie.
***
Gdy zjadłam śniadanie, postanowiłam że pójdę na jakieś zakupy. Mam pustą lodówkę.
Wbiegłam do domu, zamykając drzwi. Ten koleś, kim on kurwa jest!?
O co chodzi? Wychodząc ze sklepu wpadłam na mojego, " męża ", i tak jak było we śnie-nazywa się Leon. Leon Verdas. A co mnie dziwi. Upadł mi telefon, i oboje się po niego schyliliśmy. Przez przypadek dotknął mojej dłoni, a mnie przeszedł przyjemny dreszcz. Czy możliwe jest to że po tak, okropnym małżeństwie...się tak szybko zakochałam. No.bo...cały czas o nim myślę, śni mi się, gdy widzę szczęśliwą parę, nie wiem dlaczego ale wyobrażam sobie mnie i jego, a gdy mnie dotyka to, przechodzi mnie przyjemny dreszcz.
Do tego gdy zaproponował że oprowadzi mnie po okolicy, ucieszyłam się jak dziecko.
***
Zaproponowałem Violettcie, że ją oprowadzę po okolicy. Okazało się że tak samo jak i ja, zerwała z chłopakiem. Tylko no, ja zerwałem z dziewczyną. Ale się tym nie przejmuje. Bo...wiem że to nie możliwe, ponieważ, znam ją od trzech dni, ale ja się chyba w niej zakochałem!
- Leon, no weź! - mówiła...
- Martina wynoś się, zaraz wychodzę!
- Gdzie?
- Oprowadzić koleżankę po okolicy - odparłem, a ona gotowała się ze złości - Zresztą...co ciebie to obchodzi? - zapytałem i wyszedłem. - Martina nie idź za mną, bo jak ciebie zobaczy to będzie chciała zostać w domu! - odezwałem się, gdy zauwarzyłem że idzie za mną.
- A co zakochałeś się - zapytała smutna. Pierdol się. Zdzardziłaś mnie.
- A żebyś wiedziała - odpowiedziałem, i uśmiechnąłem się w stronę Violetty która szła w moją stronę.
- Hej - powiedziała, i pocałowała mnie w policzek.
- Cześć.
- A to kto? - zapytała się, pokazując palcem na brunetkę.
- Martina...wiesz która - odparłem, wzdychając. - A właśnie, możesz już sobie iść - zwróciłem się w stronę Martiny. Ona wściekła odeszła
- Dobrze zrozumiałam, to twoja była ? - zapytała.
- Dokładnie - odpowiedziałem.
Po dwóch godzinach, poszliśmy do mojego domu - To jak, napijesz się wina?
- Chętnie - ruszyłem do kuchi...
Nagle zaczęliśmy się całować, ona zaczęła rozpinać guziki od mojej koszuli, a ja włożyłem jej ręce pod bluzkę. Wziąłem ją na ręce i zaniosłen do swojej sypialni. Tam, chyba każdy wie co się stało.
***
Rano, obudziłam się w objęciach Leona. No świetnie Castillo/ Jeszcze Blanco. Znasz kolesia trzy, no prawie cztery dni, a już się z nim przespałaś. No i się w nim zakochałaś...
Zaczęłam mu się przyglądać, jest mega przystojny. I słodko wygląda z rozczochranymi włoskami.
- Długo mi się przyglądasz? - zapytał całując moje ramie.
- Nie...z minutkę, dwie - odparłam. - Leon...zachowujemu się jakby nic się nie stało.
- No bo tak jest.
- Tak jest? Nic się nie stało? Przespaliśmy się!
- No i co z tego? Nie podobał się? - zapytał mnie. Odsłonił kawałek kołdry i zaczął całować mój biust.
- No tego powiedzieć nie mogę...-stwierdzam. Zaczyna schodzić ze swoimi pocałunkami na brzuch.
- No właśnie - mówi, podnosi się i mnie całuje. - Bądź moją dziewczyną - dodaje, po oderwaniu.
- Znamy się cztery dni!
- Wiem...ale zdąrzyłem się w tobie zakochać.
- Leon...ja też. Ale znamy sie tak krótko, do tego wiesz jak postąpił Jorge - powiedziałam, chociaż na maska chciałam powiedzieć tak!
- No, rzeczywiście! Znamy się krótko. Ale nie jest Jorge, nie zdradzę cię, nie uderzę, nie zgwałcę, nie zranie cię...
- No okej...- zgadzam się.
- Violu jeżeli nie chcesz ze mną być to okej! Ja to zrozu...- nie daje mu dokończyć, ponieważ go całuję.
- Tak, znamy się krótko, i sama to przed chwilą stwierdziłam - śmieje się - Ale zdąrzyłam się na tyle zakochać, że nie potrafię się nie zgodzić - odparłam i go pocałowałam.
Dwa lata później
- Candelaria, a jeżeli on powie nie? - pytałam, chodząc cała zdenerwowana. Zaprzyjaźniłam się z nią, a końcu to siostra Leona.
- Jeju Violu...gdyby miał zamiar powiedzieć nie. To by nie wydawał na to wszytko tyle pieniędzy, i by się tobie nie oświadczał.
- Masz rację! - mówię, ubierając sukienkę.
Parę miesięcy później
Wracam od ginekologa, i jak sądziłam...jestem w trzecim miesiącu ciąży! Nie wiem czy Leon będzie zadowolony, czy nie. W końcu ostatnio się pokłóciliśmy, nie odzywamy się do siebie od trzech dni.
- Leon... - mówię wchodząc do domu.
- Czego ? - pyta wychodząc z kuchni.
- Nie bądź taki oschły...musimy porozmawiać. - stwierdzam.
- O czym?
- No...możesz nie być zadowolony, albo i tak - mówię.
- No to mów ! - ja nie mogąc nic powiedzieć zaczynam płakać. Czuje jak szatyn mnie przytula - Ej, skarbie...o co chodzi? - pyta, zmartwiony.
- Jestem...w ciąży - stwierdzam jeszcze bardziej się w niego wtulając.
- Na prawdę ? - pyta.
- Tak. Jesteś zły ?
- Zły? Co ty wygadujesz!? Jestem chyba najszczęśliwszym mężczyzną na świecie! - mówi, i się do mnie uśmiecha. Pierwszy raz od naszej kłótni. Przybliża się i mnie całuje. - Który to miesiąc- pyta, po oderwaniu.
- Trzeci - odpieram, a on zaczyna gadać do mojego brzucha. Będzie cudownym ojcem...
Dwa Lata Później
Minęły już dwa lata, i półroku od naszego ślubu. Kocham Leona, jeszcze bardziej niż przed ślubem. Tak samo naszą córkę - dwumiesięczną Mercedes. Kocham ją, a właściwie ich, ponad życie! Są dla mnie najważniejsi. Tak samo jak Cande - siostra Leona, oraz moja przyjaciółka. A co najlepsze, do Londynu wprowadziła się Camila - moja siostra. Ze swoją córeczką Lodovicą. Niestety ona nie ma ojca...Jej ojciec zginął w wypadku samochodowym po tym gdy Cami, rozwiodła się z nim. Gdy dowiedziała się że on miał dziecko z Lu - Samuela. Federico zawsze ją zdradzał.
Na szczęście ja i Leon jesteśmy szczęśliwi. Pomimo małych kłótni, i tak się kochamy. Nie wiem jakie by było moje życie bez Lu, Cami, Mechi i Leona. No i oczywiście Diega i Francesci. Przyjaciół moich, i Leona. Ach...no i Ruggera! Męża Cande - Tini z nim zdradziła Leona. Ale on był wtedy pijany. Cande i Rug mają synka Maxiego. Ach...no i Fran i Diego mają Natalię. Wszyscy jesteśmy szczęśliwi.
Pięć Lat Później
Moje życie jest teraz cudowne! Mam Leona-mojego cudnego męża. Mercedes-moją super córcię. No i Candelarię, i Fran-moje przyjaciółki, na które zawsze mogę liczyć! Cami - siostrę. Diega, i Ruga - kolegów. O Jorge już dawno zapomniałam, on pewnie nie pamięta że ja istnieję. Ale cieszę się że to się tak potoczyło! Gdybym nie rozwiodłabym się z nim, nie poznałabym Leona. Nie mogła bym być Violettą Verdas...
***
Ale nie tylko w Londynie jest szczęśliwe zakończenie.
Po tym jak Leon zerwał z Martiną, ona wyjechała do Buenos Aires. Tam poznała Jorge, tak tego, Jorge! I się z nim związała. Teraz są małżeństwem, i mają synka, Xabianiego.
Parę Lat Później
Dzieci Leonetty i Jortini mają już po 16 i 17 lat. I się znają, nie tylko się znają, ale i również kochają.
Czyli Mercedes, i Xabiani.
A do tego dziecko Fran i Diega, z Cande i Ruga.
Dziecko Cami i Fede, z Lu i Fede ( Nie znają swoich ojców xD )
Tak się kochają<33
***
Hue Hue...Jortini, Leonetta. I ich dzieci Xabchi ( Xabiani i Mercedes-Mechi).
No i dzieci rodzin, i przyjaciół!
Napisałam to ponieważ...mam 1002 wyświetleń!
Dziękuję wam<3
Zapraszam, na rozdziały.
| Princess |